To już drugi wpis na blogu, a inspiracja przyszła szybciej niż się spodziewałem -> z komentarzy pod postem na Facebooku. Padło tam sporo argumentów, kontrargumentów i cytatów z ustawy, więc pomyślałem, że warto to uporządkować i rozwinąć w osobnym tekście, bo temat jest ważniejszy niż jeden wątek komentarzy.
Ps. obrazek oczywiście gygenerowany przez AI (trochę nieudolnie, ale zrobił tak jak ja mu napisałem...)
Pod postem na FBwywiązała się dyskusja, która - trzeba to przyznać - momentami była bardziej burzliwa niż merytoryczna. Ale wyłuskałem z niej coś co wraca i wraca: czy art. 5 ustawy Prawo budowlane naprawdę wymaga liczenia połączeń, czy to "moja interpretacja", jak ktoś to ujął w komentarzach? Postawię sprawę jasno - to nie jest moja interpretacja. To jest po prostu to, co ten przepis mówi, jeśli przeczytać go bez pomijania kluczowych słów.
Art. 5 ust. 1 nie mówi "obiekt budowlany należy projektować". Mówi: "obiekt budowlany jako całość oraz jego poszczególne części... należy projektować i budować... zgodnie z zasadami wiedzy technicznej, zapewniając... nośności i stateczności konstrukcji". Te dwa słowa – "poszczególne części" - to nie ozdobnik prawny. To jest konkretny wymóg, żeby konstruktor nie ograniczał się do policzenia samych prętów, tylko objął tym obowiązkiem każdy element, który wchodzi w skład konstrukcji jako układu statycznego.
Węzeł, czyli miejsce, gdzie krokiew łączy się z murłatą, gdzie płatew opiera się na słupie, gdzie dwa elementy przekazują sobie siły – to jest właśnie taka "poszczególna część". Nie da się sensownie policzyć samej krokwi w oderwaniu od tego, jak ona przekazuje siły dalej, do murłaty, do wieńca, do fundamentu. Konstrukcja nie działa "prętami z osobna" - działa jako cały układ, a węzeł jest w tym układzie tak samo elementem nośnym jak sam pręt.
W komentarzach pojawiło się rozróżnienie na "formę" i "zakres" projektu – to rozróżnienie jest bardzo trafne, tylko wyciągnięto z niego złe wnioski.
Forma to sposób przedstawienia dokumentacji: układ, format plików, sposób podpisania.
Zakres merytoryczny to zupełnie inna sprawa - to pytanie, co ta dokumentacja musi zawierać, żeby czynić zadość ustawie.
Rozporządzenie o formie i zakresie projektu budowlanego określa minimalny zakres formalny projektu technicznego. Ale to rozporządzenie jest aktem wykonawczym do ustawy i nie może jej ograniczać, nie może wyłączyć obowiązku, który wynika z art. 5. Może go tylko doprecyzować proceduralnie. Jeśli więc ktoś mówi "PT to dokument administracyjny, nie musi zawierać obliczeń połączeń" – to miesza formę z zakresem merytorycznym, a to są dwie różne kategorie.
W dyskusji przywołałem normę PN-B-03150:2000 – wiem, wiem, norma formalnie wycofana, ale wciąż odzwierciedlająca zasady wiedzy technicznej. W punkcie 3.1.2 ta norma definiuje niezawodność konstrukcji jako stan, w którym z należytym prawdopodobieństwem nie zostaną przekroczone stany graniczne nośności. A stan graniczny nośności obejmuje trzy elementy równorzędne: utratę stateczności, zniszczenie przekroju elementu i utratę nośności połączeń. Nie ma tu żadnej hierarchii – węzeł i pręt są traktowane na równi. Norma nie mówi "policz pręty, a węzły zostaw wykonawcy".
Czyli jeśli chcemy mówić o niezawodności konstrukcji w sensie, jaki nadaje temu słowu zarówno stara norma, jak i aktualny Eurokod 5 to nie da się tego udowodnić, mając policzone same elementy prętowe. Trzeba udowodnić, że węzły też przenoszą te siły. Inaczej niezawodność jest tylko deklaracją, nie dowodem.
To był jeden punktów w komentarzach – że inwestorzy najczęściej ograniczają budżet właśnie na dokumentację, a projektant, chcąc dostać zlecenie, idzie na kompromis w zakresie. Rozumiem tę presję rynkową, sam ją czuję na własnej skórze. Ale to jest sprawa kontraktowa między mną i inwestorem – ile i za co mi zapłaci. Obowiązek zapewnienia nośności konstrukcji jako całości to jest sprawa ustawowa, i tych dwóch rzeczy nie można ze sobą mieszać.
Nikt nie negocjuje z inwestorem np niższej klasy odporności ogniowej, bo "nie chce za to płacić". A dlaczego przy węzłach konstrukcyjnych ten argument nagle staje się akceptowalny? Jeśli inwestor nie chce zapłacić za pełny zakres projektu technicznego, to nie zwalnia mnie z obowiązku – to znaczy, że albo muszę wycenić projekt tak, żeby ten zakres w sobie zawierał, albo nie biorę tego zlecenia.
Nie piszę tego, żeby kogoś przekonać, że mam rację bo, jak już mówiłem wcześniej, to nie o to w tym wszystkim chodzi. Piszę to, żeby jasno rozdzielić dwie rzeczy, które w dyskusji się zlepiły: to, co mówi przepis, i to, jak rynek próbuje ten przepis obchodzić presją cenową. Art. 5 nie jest przepisem do interpretacji w zależności od budżetu klienta. Jest przepisem, który mówi, że jeśli podpisuję projekt techniczny, biorę odpowiedzialność za to, że cała konstrukcja – łącznie z jej węzłami – będzie bezpieczna. Nie część konstrukcji. Cała.
Komentarze