Przez lata, jak wielu inżynierów specjalizujących się w jednej specjalności, byłem przekonany, że "projektant" to każdy, kto podpisuje się pod swoją częścią dokumentacji - konstruktor pod konstrukcją, instalator pod instalacjami, architekt pod architekturą. Dyskusja pod jednym z moich wcześniejszych wpisów pokazała mi, że ta powszechna intuicja rozjeżdża się z tym, co faktycznie mówi ustawa.
Ustawa nie definiuje "projektanta" jako zbioru równoprawnych specjalistów, tylko jako jedną funkcję, na której skupia się cały ciężar koordynacji i odpowiedzialności formalnej za projekt. Art. 20 ust. 1 Prawa budowlanego wskazuje wprost, że do podstawowych obowiązków projektanta należy:
"1) opracowanie projektu budowlanego w sposób zgodny z wymaganiami ustawy, ustaleniami określonymi w decyzjach administracyjnych dotyczących zamierzenia budowlanego, obowiązującymi przepisami oraz zasadami wiedzy technicznej;
1a) zapewnienie, w razie potrzeby, udziału w opracowaniu projektu budowlanego osób posiadających uprawnienia budowlane do projektowania w odpowiedniej specjalności;
1aa) wzajemne skoordynowanie techniczne wykonanych przez osoby, o których mowa w pkt 1a, opracowań projektowych, zapewniające uwzględnienie zawartych w przepisach zasad bezpieczeństwa i ochrony zdrowia w procesie budowy, z uwzględnieniem specyfiki projektu budowlanego, oraz zapewnienie zgodności projektu technicznego z projektem zagospodarowania działki lub terenu oraz projektem architektoniczno-budowlanym".
Ustawa nie mówi "każdy specjalista koordynuje swoją część i tyle" - mówi, że jest jeden projektant, który zapewnia udział specjalistów w odpowiedniej specjalności (pkt 1a) i który odpowiada za wzajemne skoordynowanie techniczne ich opracowań, w tym za uwzględnienie zasad bezpieczeństwa i ochrony zdrowia w procesie budowy - o czym szerzej w dalszej części tekstu. Ma też zadbać, aby projekt techniczny jako całość był zgodny z projektem zagospodarowania terenu i projektem architektoniczno-budowlanym (pkt 1aa).
Warto zwrócić uwagę, że fragment o zasadach bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, który pojawił się po naszym wejściu do UE, nie jest tu przypadkowym dodatkiem.
Fragment pkt 1aa mówiący o "uwzględnieniu zawartych w przepisach zasad bezpieczeństwa i ochrony zdrowia w procesie budowy" odsyła wprost do kolejnego obowiązku projektanta, jakim jest sporządzenie informacji dotyczącej bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, zgodnie z art. 20 ust. 1 pkt 1b PrBud. To właśnie na podstawie tej informacji kierownik budowy opracowuje później plan bezpieczeństwa i ochrony zdrowia (plan BIOZ), będący jednym z podstawowych dokumentów wymaganych przed rozpoczęciem robót.
Problem w tym, że projektant pełniący funkcję koordynatora - najczęściej architekt – faktycznie rzadko dysponuje wiedzą o wszystkich zagrożeniach specyficznych dla każdej specjalności. Dlatego powinien zapoznać się z projektem technicznym, przepisami i zasadami BHP i na podstawie tych informacji rzetelnie przygotować ten dokument. Najlepiej konsultując temat z innymi specjalnościami.
W praktyce ten element jest nagminnie bagatelizowany. Informacja BIOZ bywa traktowana jako formalność do "odhaczenia", kopiowana z szablonu bez realnego odniesienia do konkretnego projektu, a wytyczne od poszczególnych specjalności w ogóle nie są analizowane. Tymczasem ten dokument ma realne przełożenie na bezpieczeństwo ludzi na budowie – to kolejny dowód na to, że rola projektanta jako koordynatora nie kończy się na "spasowaniu rysunków", tylko obejmuje też zbieranie i scalanie wiedzy specjalistycznej w obszarach, w których sam nie jest ekspertem.
Ustawa nie wskazuje z nazwy, że projektantem musi być architekt; funkcję tę może pełnić każdy, kto posiada uprawnienia w dziedzinie projektowania. W praktyce funkcję tę powinna pełnić osoba, której specjalność dominuje w danym obiekcie, ponieważ to ona ma najpełniejszy obraz całości i największy wpływ na kluczowe rozwiązania.
To rozdźwięk między tym, co przewiduje logika ustawy, a tym, jak faktycznie układa się rynek i warto o nim mówić otwarcie, zamiast przyjmować go bez refleksji jako coś oczywistego.
Podobnie jest przy realizacji robót: kierownikiem budowy może być architekt, o ile posiada uprawnienia w dziedzinie kierowania. Tylko jeśli są to uprawnienia w specjalności architektonicznej, to musi mieć kierowników robót konstrukcyjnych i instalacyjnych, co wynika jednoznacznie z art. 42 ust.4 PrBud.
Jednym z najczęściej mylonych obowiązków jest nadzór autorski. Zgodnie z art. 20 ust. 1 pkt 4 PrBud, nadzór autorski sprawowany na żądanie inwestora lub organu administracji architektoniczno-budowlanej obejmuje w istocie dwie konkretne czynności: stwierdzanie w toku wykonywania robót budowlanych zgodności realizacji z projektem oraz uzgadnianie możliwości wprowadzenia rozwiązań zamiennych zgłoszonych przez kierownika budowy lub inspektora nadzoru inwestorskiego. Na tym formalnie kończą się obowiązki nadzoru autorskiego - to nie jest funkcja "dyżuru telefonicznego" dla wszystkich pytań z budowy, tylko precyzyjnie zdefiniowany zakres kontrolno-koordynacyjny.
Konstruktor nie "stoi na baczność i odpowiada" na każde pytanie z budowy tylko dlatego, że dotyczy jego specjalności - to formalnie rola projektanta, który sprawuje nadzór autorski nad całością i decyduje, kiedy potrzebna jest konsultacja branżowa. W praktyce oczywiście często dzieje się inaczej: kierownik budowy dzwoni bezpośrednio do konstruktora, bo to szybsze, ale ustawa inaczej rozkłada odpowiedzialność: jeśli funkcję projektanta pełni architekt, to on formalnie stwierdza zgodność realizacji z projektem i uzgadnia rozwiązania zamienne, a konstruktor wspiera go merytorycznie tylko w zakresie swojej specjalności.
Rola projektanta na budowie nie kończy się na koordynacji dokumentacji i odpowiadaniu na pytania w ramach nadzoru autorskiego, obejmuje też konkretne uprawnienia interwencyjne, wynikające z art. 21 PrBud. Przepis ten przyznaje projektantowi prawo wstępu na teren budowy i dokonywania zapisów w dzienniku budowy dotyczących jej realizacji, a przede wszystkim prawo żądania wpisem do dziennika budowy wstrzymania robót budowlanych w razie stwierdzenia możliwości powstania zagrożenia lub wykonywania ich niezgodnie z projektem.
To istotne uzupełnienie obrazu roli projektanta: jeśli podczas wizyty na budowie dostrzega on, że sposób wykonania robót budzi wątpliwości co do bezpieczeństwa lub odbiega od zatwierdzonej dokumentacji, nie powinien ograniczać się do ustnej uwagi wobec kierownika budowy. Ma formalne narzędzie, żeby wymusić zatrzymanie robót, wpisując takie żądanie wprost do dziennika budowy. Dla robót, dla których nie prowadzi się dziennika budowy, ustawa przewiduje analogiczne rozwiązanie – projektant realizuje to uprawnienie przez zawiadomienie właściwego organu nadzoru budowlanego o wystąpieniu przesłanek zagrożenia lub niezgodności z projektem.
To pokazuje, że ani odpowiedzialność projektanta za bezpieczeństwo nie kończy się na etapie projektowania i sporządzenia informacji BIOZ, i że ani kierownik budowy nie jest jedyną osobą odpowiedzialną za bezpieczeństwo na budowie. Ustawa daje projektantowi realny instrument nadzorczy na etapie realizacji, niezależny od tego, czy inwestor lub kierownik budowy się z tym zgadzają.
Podobny, ale odrębny mechanizm dotyczy kwalifikacji zmian wprowadzanych na budowie względem zatwierdzonego projektu. Zgodnie z art. 36a ust. 6 PrBud, projektant dokonuje kwalifikacji zamierzonego odstąpienia od projektu zagospodarowania działki lub terenu, projektu architektoniczno-budowlanego lub innych warunków decyzji o pozwoleniu na budowę. Art. 36a ust. 6a idzie dalej i wprost wskazuje, że na projektancie spoczywa ciężar zakwalifikowania określonej zmiany jako odstępstwa istotnego lub nieistotnego.
To oznacza, że pytanie "czy ta zmiana jest istotna, czy nie" powinno trafić do projektanta, a nie prosto do konstruktora czy innego specjalisty branżowego. Dopiero projektant, jeśli potrzebuje merytorycznego wsparcia przy ocenie zmiany dotyczącej konstrukcji, zwraca się z pytaniem do odpowiedniej specjalności albo, jeśli uzna, że ma wystarczającą wiedzę, decyduje samodzielnie.
Warto jednak jasno rozdzielić samą kwalifikację zmiany od tego, co dzieje się dalej. Jeżeli zmiana zostanie zakwalifikowana jako istotna, konieczne jest wprowadzenie odpowiednich zmian do zatwierdzonego projektu i uzyskanie decyzji o zmianie pozwolenia na budowę, zanim taka zmiana zostanie legalnie wprowadzona. To dodatkowa praca projektowa dla projektanta, a czasem całego zespołu. Praca, która nie wynika z błędu czy niedopracowania pierwotnej dokumentacji, tylko z decyzji inwestora podjętej już w trakcie realizacji, i właśnie dlatego powinna być wyceniana i rozliczana odrębnie.
Jeżeli natomiast zmiana zostanie zakwalifikowana jako nieistotna, formalnie nie wymaga nowej decyzji o pozwoleniu na budowę, ale wciąż wymaga przygotowania odpowiedniej dokumentacji - rysunku zmian czy informacji dołączanej do dokumentacji budowy. Nawet drobna, nieistotna zmiana to więc realny czas i praca projektanta, a nie "bezpłatna korekta" wynikająca z jego błędu. Ponieważ źródłem takich zmian jest zwykle decyzja inwestora podjęta w trakcie budowy, a nie niedoróbka projektowa. Tego rodzaju praca, niezależnie od tego, czy zmiana okaże się istotna, czy nieistotna, powinna być traktowana jako dodatkowe, odrębnie płatne zlecenie.
Zdarzają się oczywiście błędy w projektach, bo nikt z nas nie jest nieomylny. W takim przypadku projektant całą procedurę zmian, wynikającą z konieczności naprawy błędu, powinien wykonać bezpłatnie, w ramach swoistej rękojmi.
To nie jest czysto akademicki spór o nazewnictwo. Błędne rozumienie roli projektanta wpływa realnie na:
Precyzyjne stosowanie tych pojęć chroni obie strony: inwestora, który wie, kto faktycznie odpowiada za koordynację i decyzje formalne, oraz specjalistę (autora opracowania branżowego w swojej specjalności), który nie bierze na siebie odpowiedzialności wykraczającej poza jego rzeczywisty zakres pracy.
Komentarze